into dust, n #67


Uśmiechnij się. Wyprostuj plecy. A potem szarpnij. Najmocniej, jak tylko potrafisz. Tak, jakby nie liczyło się na tym świecie nic innego. Tak, jakby on zaraz miał wybuchnąć i przestać istnieć. Tak, jakbyś dbała tylko o jedno.

Którą z nich dziś jesteś? Siostrą, czy przyjaciółką? To jedno z pytań. TYCH pytań. Diabelsko trudnych. Niezwykle absurdalnych. Wiecznie bez odpowiedzi. Odpowiedzialność spada na twoje barki znienacka. Zaczyna ciążyć na nich niczym dwutonowy głaz. Po raz kolejny musisz wybierać. Pomiędzy dżumą, a cholerą.
To się dzieje. Ty naprawdę nie potrafisz oderwać wzroku od tych wielkich, zasmuconych błękitnych oczu. Czy to one sprawiają, że sprawa jest już z góry przesądzona? Bo tego ranka liczy się tylko ona. Zgięta w pół sylwetka. Poważnie ukruszone serce. Utracone złudzenia. Ta dziewczyna rozpacza po swojemu. W ciszy. Rumieńce oblewają jej policzki, ale ona przecież nie przywykła do tego, aby wystawiać swoje uczucia na pokaz.
Znasz początek, znasz koniec tej historii. Ty również stracisz je wszystkie. Złudzenia. Resztki dobrej woli. Serce do swojego młodszego brata. Zaciśniesz palce. Niecierpliwie przestępując z nogi na nogę zerkniesz w kierunku drzwi. I z niesmakiem odkryjesz, że przecież skądś to znasz. Ze ty i on jesteście ulepieni z tej samej gliny. Że nie uczycie się na błędach. Że ranicie. Że porzucacie. Wykrzywiasz usta w kwaśnym uśmieszku. Czy to aż tak oczywiste? Rzut oka w ślad za piątkowym winowajcą. Odgłos poruszanego wiatrem dzwoneczka. I ona. Decyzja. Najrozsądniejsza z możliwych.
Nie ważne, czy bratersko-siostrzana, nie ważne, czy męsko-damska, nieważne, czy przyjacielska. Tak to już z nią jest. Miłość po prostu musi czasem porządnie ugryź w tyłek.

/

I gryzie.
Pierwsze szarpnięcie. Trochę na pokaz. Pierwsza emocja. Wyraz zdumienia. Pierwsza interakcja. Wymuszona siłą. Nie można powiedzieć, żeby był chuderlawy, ale jakimś magicznym sposobem to właśnie ona, niższa niemal o głowę, sprawia, że on traci równowagę. 
—  Można wiedzieć dokąd to panicz się wybiera? 
Ile w tym graniczącego z kpiną zniesmaczenia! Ile olśniewającej złości! Ile wspaniałej powagi!
Olivier się wzdryga i niczym oparzony wyszarpuje ramię.
Ma to wszystko w nosie. 
Ani myśli się odwracać. Ani myśli przystawać. Ani myśli jej usłuchać. 
—  Nie jestem w nastroju. 
Kolejne szarpnięcie. Doprawione prychnięciem i jakby skuteczniejsze od poprzedniego. Nim jednak blondyn zdąży wywinąć się i z tego, Nina staje tuż przed nim, wbija mu palec w klatkę piersiową i cedzi:
Ach tak? A wcześniej byłeś? Wtedy, kiedy tak beztrosko rozwalałeś życie mojej najlepszej przyjaciółce? Czy ty naprawdę jesteś aż tak naiwny, żeby sądzić, że w nim będziesz, kiedy z tobą skończę?
—  Spieprzaj, siostrzyczko. 
Ona wznosi oczy ku niebu. 
—  Dupek z ciebie, wiesz? 
On lekceważąco wzrusza ramionami. 
Zaraziłem się od Adriena. 
Nina z niedowierzaniem kręci głową. 
I dlatego on pożycza ci swój samochód? Zabiera na te wszystkie cholerne koncerty? Traktuje jak... młodszego brata? Nie ma to jak wdzięczność, nie? 
Olivier nie zostaje jej dłużny: 
—  O rany, popatrz, a ja naiwny myślałem, że robi to wyłącznie przez wzgląd na to, że... z nim sypiasz! 
Nina ściąga brwi, zaciska swoje drobne palce w pięści, a potem odwraca się napięcie. Olivier nie widzi jej drżących ust, malującej się na buzi niechęci, tego, jak bardzo jest zażenowana. Brunetka z trudem zaciąga się powietrzem. Mieć brata idiotę. To druzgocące. Nie jest pewna, czy powinna zostać przy nim i pozwolić dalej się obrażać, czy unieść się honorem i odejść na dobre.
On tymczasem, niczym rażony piorunem, przysiada na pobliskiej ławce. Ukrywa twarz w dłoniach. Tym razem to już o jeden most za daleko. Jest wykończony. Zaklinaniem prawdy. Chloe, która całkowicie nim zawładnęła. Opieraniem się. A nawet nią. Niną, która postąpiła nie tak, jak by tego oczekiwał, za co on, w nagrodę, w tak paskudnie wyrafinowany sposób, obraził ją.
Odgłos łagodnie stawianych kroków. Ciche westchnięcie. Skrzypnięcie drewna. 
Wróciła? 
Palą go policzki, głos na powrót zdążył ugrzęznąć w gardle, a nieoczekiwany i z pewnością niezasłużony dotyk dłoni na ramieniu wydaje się ważyć tych kilka ton. 
Nie sądziłam, że kiedyś to powiem, ale niech mnie, Olivier ty nadal jesteś tym przerażonym, pełnym złości chłopcem, którego spotkałam dzień po swoim powrocie do Londynu... Minęło tyle miesięcy, a ty niczego się nie nauczyłeś. I nie nauczysz, co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że nigdy nie zasłużysz sobie na przebaczenie Chloe. 
Lekki, niesamowicie gorzki ton. Muśnięcie dłoni. Nić porozumienia, która nic, a nic nie kosztuje. To one sprawiają, że nie tylko wbija w nią strapione spojrzenie, ale i zdobywa się na lichy uśmiech oraz na splecenie jej palców ze swoimi. 
Wiem.
Wiele by można powiedzieć o rodzinie Welchów, lecz na pewno nie to, że ten trudny i szorstki rodzaj miłości kiedyś przeminie. Pewne rzeczy są niezmienne.
Na szczęście.

/

 Symbolicznie... myślę, że w sam raz na początek nowego roku. Może to będzie impuls, żeby wreszcie dokończyć to opowiadanie? PS. nie podaję daty publikacji kolejnego rozdziału. Nie chcę zapeszać. Dzisiejszy był absolutnie nieplanowany. Jak za starych dobrych czasów. 
Pozdrawiam,
Ulotna

4 komentarze:

  1. Ludzie jakoś tak powracają z Nowym Rokiem. Oby to był dobry znak na przyszłość :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta muzyka mi tak cholernie pasuje do tekstu, że dawno nie czytałam z taką przyjemnością. Oby to był dobry rok dla Ciebie i Twojej twórczości :)

    _______________________
    chalvinesblood.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie się czyta :) to fakt -q ueen of Eden, muzyka naprawdę pasuje pod ten tekst.

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie to króciutkie, że aż ciężko mi to skomentować. Zresztą ostatnio średnio umiem w komentarze. Wiedz w takim razie, że tu jestem i czekam na ciąg dalszy. Nawet jeśli dobieram tutaj z takim opóźnieniem.

    Pozdrawiam gorąco,
    maxie

    P.S. W jednym że zjadło ci kropeczkę ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz!

© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon