the more you ignore me, the closer i get

into dust, n #69


Spotkanie. Inne niż wszystkie. Niespodziewane. Kłopotliwe. Pozwalające na nowo zdefiniować całe twoje życie. Jak to możliwe, że po tym wszystkim znów oddychasz? Że uśmiech przykleja się do twoich ust na święte zawsze? Że odpływasz o wiele bardziej niż wypadałoby komuś z literką F. w imieniu? A no tak to! Bo ty już to wiesz. Po raz enty zrobisz z siebie głupka. Większego niż kiedykolwiek.

/

Zdeptane serce. Urażona męska duma. Rozdrapywanie ran. Banały? Oczywiście. Jednakowoż... wystarczająco przekonywujące, byś zechciał opuścić miasto. Z ciężkim bagażem doświadczeń, kilkoma kilogramami sentymentu i trudnym do poskromienia balastem w postaci złości.
Przepakowana torba ciąży ci na ramieniu, myśli błądzą nie tam, gdzie byś sobie tego życzył, usta mimowolnie wykrzywiają się w nieprzyjemnym grymasie. Wszystko w tobie buzuje. Widmo wydarzeń sprzed miesiąca niczym mgła spowija ci wzrok. Pochłania twoją uwagę. Ogranicza trzeźwość myślenia.
I wtedy...
Świat znów ci to robi.
Staje w miejscu.
© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon